"Ruch oporu to odpowiedź na zbrodnie okupacji." - wywiad z Anną Wajdą, działaczką grupy Viva Palestyna

27 grudnia Izrael, w odpowiedzi na decyzje Hamasu o nieprzedłużaniu zawieszenia broni oraz ostrzał terytorium Izraela rozpoczął ofensywę militarną w Strefie Gazy pod kryptonimem Płynny ołów. Jak zapewnia Izrael celem są dowódcy i infrastruktura palestyńskiego ugrupowania Hamas. Konflikt pociągnął jednak za sobą wiele ofiar cywilnych. Doszło również do ataku na obiekty ONZ, media oraz blokady Strefy Gazy. Hamas odpowiedział ostrzałem Izraela. W wywiadzie dla Wikinews Anna Wajda przekonuje, że nie warto ufać Izraelowi, a jedynym sposobem na pokój jest odejście od władzy syjonistów.


„Każde zdanie okupanta trzeba poddać w wątpliwość, zbadać, na ile zgadza się z prawdą. Logika mówi, ze w interesie okupanta jest kłamać na własną korzyść.”

Anna Wajda: Często słyszę od "ludzi Zachodu", że wojna izraelsko-palestyńska to kwestia tak skomplikowana, że trudno jest przyznać racje jednej ze stron. Również w tzw. źródłach oficjalnych, politycznych czy medialnych, mówi się, że każda z tych dwóch stron ma swoje racje i nie można opowiedzieć się za jedną z nich. Jestem zdania, że tego rodzaju dyplomacja jest intelektualnie i moralnie nieuczciwa. Racje maja ci, którym mocą ukazu najpierw zabrano ziemie w 1948, wypędzając około 700 tysięcy prawowitych mieszkańców na uchodźstwo i masakrując całe miejscowości, co bynajmniej nie skonczylo sie w 1948. Najnowszy tragiczny epizod oglądamy właśnie na ekranach telewizorów.

Kiedy Hamas złamał rozejm? To bardzo poważne oskarżenie, biorąc pod uwagę, że skutkiem złamania rozejmu jest do tej chwili, w 15 dniu otwartej wojny, ponad 800 ofiar śmiertelnych i przynajmniej 3500 rannych. Takie twierdzenie trzeba poprzeć faktami. To jest oficjalna pozycja izraelskiego rządu, powtarzana przez większość mediów. Każde zdanie okupanta trzeba poddać w wątpliwość, zbadać, na ile zgadza się z prawdą. Logika mówi, ze w interesie okupanta jest kłamać na własną korzyść. 19 czerwca 2008 obie strony postawiły warunki rozejmu. Izraelczycy zażądali wstrzymania ostrzału rakietowego, Hamas domagał się zniesienia morderczej blokady Strefy Gazy, w wyniku której kilkuset palestyńskich pacjentów zmarło, bo szpitale w Gazie nie były w stanie udzielić im pomocy. Trwała ona wtedy osiemnasty miesiąc. Później nie została zniesiona nawet na jeden dzień.

Izrael odrzucił propozycję przedłużenia zawieszenia broni w grudniu, podały to źródła amerykańskie i izraelskie[1]. Warunki Hamasu były takie same, jak wcześniej w czerwcu: otwarcie granic Gazy i zaprzestanie ataków.

Mało tego, w czasie rozejmu Gaza nie przestała być atakowana. Opinia publiczna w Gazie była zdania, ze rozejm nie przyniósł żadnych spodziewanych efektów. Hamas jest głosem niemałej części opinii publicznej. Po sześciu miesiącach cierpliwości, politycy Hamasu i inni zaczęli mówić, ze "okupant nie powinien spodziewać się rozejmu za darmo". Warto przy tym pamiętać, ze rakiety Hamasu to broń domowej roboty, wyrzutnie są napędzane nawozem, ich siła rażenia jest niczym w porównaniu z arsenałem czwartej światowej potęgi militarnej, która jest Izrael, wspierany zresztą przez Stany Zjednoczone, a więc pierwszą potęgę światową. Dopiero w ostatnich dniach użyto rakiet typu GRAD, ale nawet one są niczym w porównaniu z wyposażeniem armii Izraela.

Izraelczycy mówią rożne rzeczy. Może GRAD jest produkcji irańskiej, cała reszta jest produkowana chałupniczo. Jak skuteczne są te rakiety, mówią statystyki. W ciągu bodaj ośmiu lat zginęło od nich 8 Izraelczyków.

Hamas nie miał żadnego powodu utrzymywać rozejmu, który przestał być rozejmem, ale go pomimo to nie złamał. Izraelczycy w czasie trwania rozejmu nie otworzyli granic Gazy, zatrzymywali konwoje z pomocą humanitarną, wielokrotnie otwierali ogień do palestyńskich rybaków, przebywających na wodach terytorialnych Strefy Gazy, ostrzeliwali strefę przygraniczną, niszcząc infrastrukturę, przy ciągłej blokadzie, która powodowała brak nawet podstawowych części zamiennych. Izraelskie patrole wojskowe wielokrotnie wkraczały na terytorium gazy, prowokując zamieszki. W czasie trwania rozejmu pacjenci umierali w źle wyposażonych szpitalach, były też cywilne ofiary śmiertelne podczas izraelskich ostrzałów. Nie wliczam w akcji na Zachodnim Brzegu Jordanu, którego rozejm nie objął, choć palestyńskie frakcje partyzanckie w Gazie na to nalegały. Był to jeden z warunków rozejmu. Każda akcja palestyńskich partyzantów była reakcją na izraelskie pogwałcenie zasad umowy. Każda, bez wyjątku. Palestyńczycy, a zwłaszcza demokratycznie wybrany rząd Hamasu, bardzo dobrze zdawali sobie sprawę, że są na celowniku mediów, wiec nie pozwalali sobie na bezpodstawne prowokacje.

Palestyńczycy nie zerwali rozejmu, tylko, ze względu na postawę okupanta, zdecydowali się go nie przedłużać. To nie była decyzja wyłącznie Hamasu, ale na dobra sprawę wszystkich frakcji w Strefie Gazy. Takich decyzji Hamas nie mógłby, i pewnie nie chciałby, podejmować samotnie.

„Według palestyńskich źródeł, izraelska armia złamała rozejm 185 razy, brygady Hamasu odpowiedziały ostrzałem rakietowym 170 razy.”

Były to głównie ataki na rybaków, rolników w strefie przygranicznej, osoby cywilne. Tylko w ostatnim miesiącu rozejmu izraelska armia zabiła 40 Palestyńczyków w Strefie Gazy. Izrael zawarł rozejm z Hamasem. Nie powinien podczas trwania rozejmu atakować bojowników Hamasu. Robił to jednak kilkakrotnie, co oczywiście samo w sobie jest pogwałceniem umowy. 4 listopada 6 bojowników Hamasu i przynajmniej jeden palestyński cywil zginęli w izraelskim ataku lotniczym w Strefie Gazy. W odwecie bojownicy wystrzelili rakiety. Oczywiście proizraelskie media, czyli większość mediów zachodnich, jednogłośnie stwierdziły, że to Hamas złamał rozejm. To była jedna z wielu izraelskich prowokacji.

Według palestyńskich źródeł, izraelska armia złamała rozejm 185 razy, brygady Hamasu odpowiedziały ostrzałem rakietowym 170 razy.

Ludność palestyńska wybrała rząd, który jej zdaniem najlepiej może bronić jej interesów. Wybory, według niezależnych obserwatorów najbardziej demokratyczne na Bliskim Wschodem, odbyły się pod okupacją, dlatego Palestyńczycy wybrali partie będącą symbolem ruchu oporu przeciw okupacji. Każde twierdzenie Izraela, dopóki nie zostanie potwierdzone przez prawdziwie niezależnych świadków, osobiście mam prawo uważać za kłamstwo. Powiedziałam wcześniej, jakie mam zdanie na temat szczerości słów i intencji tego kraju.

Czy władza Fatahu na Zachodnim Brzegu, prowadzaca tzw. rozmowy pokojowe z Izraelem, a w istocie pelniaca role Judenrate (role kolaborantow z Getta Warszawskiego), zniosła izraelską okupacje? Czy usunęła choćby jeden izraelski posterunek wojskowy? Czy uchroniła kogokolwiek przed aresztowaniem, torturami, śmiercią? To są pytania retoryczne.

Jak dotąd, izraelskie ataki nie zapobiegły niczemu, jedynie zmusiły ruch oporu do użycia rakiet GRAD, a więc cięższej broni. Sprowokowały Hamas do grożenia atakami samobójczymi, których ten nie dokonywał od 2005, kiedy wygrał wybory. W razie następnego ataku samobójczego na terytorium Izraela proszę pamiętać, że to odpowiedź na dzisiejsze masakry w Gazie.

Jeśli chodzi o filmy izraelskiej armii, to armia skompromitowała się już kompletnie. Na jednym z takich filmów, z perspektywy armii, widać izraelski atak lotniczy na rzekomych bojowników niosących rakiety. Dzień później izraelska organizacja praw człowieka, B'tselem, opublikowała wyniki własnego dochodzenia w tej sprawie. Wynika z niego, że wojsko zbombardowało cywilne auto z butlami gazu, zabijając cywili. Wczoraj armia zbombardowała szkołę prowadzoną przez ONZ, służącą za schronienie uchodźcom. Zginęło 42 osób. To było kolejne cyniczne morderstwo. Według pracowników ONZ Izraelczycy mieli długo przed tą wojna namiary GPS na wszystkie obiekty ONZ w Gazie. Agencja ONZ pracująca w Gazie zna Izraelczyków na tyle dobrze, ze wolała się zabezpieczyć i powiedzieć im, których dokładnie obiektów nie należy bombardować. Nie pomogło. W ciągu ostatnich kilku dni Izraelczycy zbombardowali 4 takie szkoły. Takie obiekty są najwyraźniej atakowane z premedytacja i w celu zabicia jak największej liczby cywili. Podobnie izraelska armia zachowywała się w Libanie w 2006 roku.

Ofiary w Gazie to cywile, i to są dane niezależnych organizacji, takich jak ONZ. Wlicza się w to policjantów, zabitych podczas ceremonii inauguracyjnej w szkole policyjnej, podczas pierwszego ataku lotniczego Izraela. Według wszystkich praw, policjanci to cywile. Obecne raporty z Gazy mówią, że izraelska armia używa bomb fosforowych i zubożonego uranu, który jest znajdowany w ciałach ofiar i rannych. Jeśli zrzuca się bomby fosforowe, to tylko w celu zmasakrowania jak największej liczby ludności. Jeśli działania wojska są tak usprawiedliwione i humanitarne, jak tego chce oficjalna propaganda, to trzeba zadać pytanie, dlaczego izraelskie władze wydały oficjalny zakaz wjazdu do Strefy Gazy dla zagranicznych dziennikarzy? Od początku tych ataków dziesiątki dziennikarzy czekają na pozwolenie wjazdu, w tym również dziennikarze izraelscy.

Przytoczę wypowiedź Malcolma Smarta, dyrektora Amnesty International na Bliski Wschód: "izraelska armia doskonale zdaje sobie sprawę, że palestyńscy bojownicy zwykle wycofują się z miejsca z którego strzelali i że każda akcja odwetowa przyniesie ofiary cywilne, nie wojskowe".

„Armia skompromitowała się już kompletnie. Na jednym z filmów widać izraelski atak lotniczy na rzekomych bojowników niosących rakiety. Wojsko zbombardowało cywilne auto z butlami gazu, zabijając cywili.”

Czyli z góry zakładają, ze ich armia będzie strzelać do dziennikarzy? Moim zdaniem nie chcą, żeby ich zbrodnie miały świadków. Izrael popełnia znów zbrodnie wojenne. Im mniej świadków, tym lepiej dla PR Izraela. Notabene, wczoraj armia zbombardowala budynek sluzacy za centrale dla zagranicznych dziennikarzy.

Odkąd Hamas przejął władze w Gazie, niektórym dziennikarzom i działaczom praw człowieka udało się tam przedostać, choćby przez morze, jak działacze ruchu Free Gaza. Są bezpieczni, o ile nie znajdą się pod ostrzałem Izraela. Skąd przypuszczenie, ze Hamas mógłby być dla nich niebezpieczny? Nie słyszałam takiego stwierdzenia nawet od izraelskiej propagandy.

Ruch oporu to odpowiedź na zbrodnie okupacji. Najpierw jest okupacja, potem ruch oporu. Izraelska propaganda stawia te prawidłowośc na głowie. Palestyńczycy często mówią, żeby dać im broń godną tego miana, a będą atakować cele wojskowe. Warto pamiętać, że izraelskie cele wojskowe są dobrze strzeżone i dostęp do nich jest niesłychanie trudny. Oczywiście partyzanci atakują wojskowe patrole, kiedy to możliwe. Z drugiej strony, izraelskie społeczeństwo jest moim zdaniem podobnie niewrażliwe, jak niemieckie w czasie drugiej wojny i to nie ono ponosi koszty okupacji. Często słyszałam opinie, ze gdyby nie te zamachy, Izraelczycy w ogóle zapomnieliby o tym, co się dzieje kilka kilometrów dalej, za murem.

To jest przyjaźń jednostronna. Al Kaida, czymkolwiek jest, wydaje różne oświadczenia, ale Hamas otwarcie z nią politycznie walczy. Hamas to ruch wyzwolenia narodowego, który z Al Kaida nie ma nic wspólnego i politycy Hamasu wielokrotnie to podkreślali. Moje obawy budzi raczej fakt, że jeśli Izrael obali rząd Hamasu w Gazie, do głosu dojdą elementy nieobliczalne, jak grupa, która porwała Alana Johnstona. Chyba wszyscy tego nie chcemy. Dlatego Unia Europejska i inni popełnili wielki błąd, nie uznając palestyńskiego rządu jedności narodowej pod przywództwem Hamasu.

Czasami. Od 2003 roku, kiedy Polska weszła do Iraku, jakby mniej. Wtedy zaczęłam utożsamiać się z Irakijczykami.

Izraelski patriotyzm jest ślepy i szowinistyczny. Nikt uczciwy nie powinien utożsamiać się z ojczyzną powstałą na ukradzionej ziemi, kosztem wypędzeń i morderstw, która utrzymuje się od 60 lat kosztem wielu cierpień. Taka ojczyzna nie jest warta lojalności, chyba, że samemu jest się złodziejem i mordercą. To dość ostre słowa, ale często oglądam relacje ze strefy Gazy na Al-Jazeera. Lepszych słów dla społeczeństwa izraelskiego nie znajduje.

Gdyby Palestyńczycy zaatakowali Polskę, uznałabym, ze ich ataki są nieuzasadnione. A Izrael? Do tej pory łamie ponad 200 rezolucji ONZ. Powinien się do nich zastosować. Wtedy Palestyńczycy sami uznaliby, że więcej żądać nie muszą i byliby szczęśliwi, bo ten naród chce żyć w pokoju jak każdy inny. Jeszcze odnośnie patriotyzmu: izraelscy patrioci, godni tego miana, pracują przeciwko syjonistom na rzecz wspólnej ojczyzny dla Palestyńczyków i Żydów, takiej jaka tam istniała przed 1948. Szkoda tylko, że jest ich tak mało.

Oczywiście. Pod warunkiem, ze USA nie będzie blokowało kolejnych rezolucji rady bezpieczeństwa, mających zmusić Izrael do przestrzegania prawa. Jeśli ONZ nie jest w stanie Izraela do tego zmusić, a wszystko do tej pory wskazuje na to, że z własnej woli tego nie zrobi, musi się znaleźć ktoś, kto tego dokona. Na dzisiaj takiej możliwości nie widzę, ale wiele może się zmienić w przyszłości, zwłaszcza jeśli nastroje społeczne w sąsiednich krajach arabskich się zradykalizują. Nie będzie to wróżyło dobrze syjonistom, ale naprawdę nie będzie warto po nich płakać.

„Często słyszałam opinie, ze gdyby nie te zamachy, Izraelczycy w ogóle zapomnieliby o tym, co się dzieje kilka kilometrów dalej, za murem.”

Może kieruje nimi patriotyzm, taki prawdziwy? Albo zwykłe ludzkie odruchy.

Europejczycy kibicują Izraelowi ze względu na wspólną świadomość kolonizatorów. Jest to pewnego rodzaju "bliskość kulturowa", ale mało chwalebna.

Huntington napisał podręcznik dla amerykańskich i izraelskich kolonizatorów. Jego teza ma usprawiedliwiać zachodnią politykę na Bliskim Wschodzie. Dlaczego zwycięstwo Izraela, państwa opartego o politykę ludobójstwa i grabieży surowców naturalnych, miałoby być dla nas korzystniejsze? I czy Palestyńczycy kiedykolwiek Europie zagrażali? Mnie osobiście o wiele bliższa jest kultura arabska, niż zmilitaryzowana kultura Izraela, czy kultura Stanów Zjednoczonych. Jak w ogóle definiujemy kulturę? Kilka dni temu Izraelczycy zbombardowali uniwersytet w Gazie, wspaniały ośrodek naukowy, godny największego szacunku, bo pracujący w warunkach okupacji. Po której stronie mam się opowiedzieć w tym choćby przypadku?

Nie spodziewam się. Nowy prezydent USA otacza się doradcami, którzy są zajadłymi syjonistami, jak Dennis Ross, wieloletni lobbysta na rzecz Izraela. Szefem stanu Obamy został członek kongresu Rahm Israel Emanuel, syn izraelskiego terrorysty Benjamina M. Emanuela, członka terrorystycznej organizacji Irgun. Rahm Israel Emanuel był wolontariuszem armii izraelskiej, nie amerykańskiej, podczas wojny w Zatoce w 1991.

W wersji optymistycznej, Palestyńczycy zaaresztują wystarczającą ilość izraelskich żołnierzy, żeby zmusić armie do wycofania się. Egipcjanie i Jordańczycy obalą reżimy w swoich krajach, zerwą stosunki dyplomatyczne z Izraelem i zaczną aktywnie wspomagać palestyński ruch oporu. W samej Palestynie dojdzie do ponownego zjednoczenia sił, Abbas nie zostanie ponownie prezydentem i ustępując przeprosi Palestyńczyków za polityczną ekwilibrystykę graniczącą ze zdradą narodową. Siły bezpieczeństwa Autonomii Palestyńskiej zaprzestana współpracy z okupantem. Autonomia stanie się tym, czym był, a raczej nadal jest, rząd Hamasu w Gazie: rządem ruchu oporu, który w ten sposób wyjdzie z tej fazy konfliktu wzmocniony, choć straty ludzkie i materialne są ogromne.

A realistycznie? Izrael wycofa się, jak wycofał się z Libanu, nie osiągając niczego, poza ponowną utratą twarzy.

Pokój na Bliskim Wschodzie jest konieczny. Możliwy jest tylko bez syjonistów.


Anna Wajda, (ur. 1975), działaczka grupy Viva Palestyna. Z wykształcenia kulturoznawca. Z Palestyną jest związana od 2003 roku. Brała udział w akcjach antyizraelskich w Autonomii Palestyńskiej.

Wyrażone w wywiadzie poglądy nie są stanowiskiem całości kolektywu Viva Palestyna.

Linki zewnętrzne

  • Strona grupy Viva Palestyna!

Źródła


  1. http://www.uruknet.info/?p=m50663&hd=&size=1&l=e


Autorzy, Źródło: Wikinews na licencji CC-BY 2.5
2009-01-12 00:00:00