Domena publiczna jest fundamentem kultury - wywiad z Jarosławem Lipszycem, prezesem Fundacji Nowoczesna Polska

30 grudnia w gmachu głównym Biblioteki Narodowej po raz drugi odbyły się obchody Dnia Domeny Publicznej, instytucji prawnej, dzięki której po 70 latach od śmierci artysty wygasają autorskie prawa majątkowe do opublikowanych przez niego utworów. Organizatorem uroczystości była Koalicja Otwartej Edukacji, w skład której wchodzi, kierowana przez Jarosława Lipszyca, Fundacja Nowoczesna Polska. Wikinews postanowiło dowiedzieć się dlaczego Domena Publiczna została uznana za tak ważną by mieć swój dzień.



„Powszechny dostęp do arcydzieł, które zostały stworzone przed nami, jest absolutnie istotny dla rozwoju kultury. Gdyby domena publiczna nie istniała, rozwój kultury byłby niemożliwy.”

Jarosław Lipszyc: Przede wszystkim świętujemy przejście utworów kolejnych pisarzy do Domeny Publicznej, co dla nas wszystkich - dla mnie z Fundacji Nowoczesna Polska, która prowadzi serwis Wolne Lektury, szkolną bibliotekę internetową, jak i dla Wikipedii i innych Wikiprojektów, jest niezwykle istotne. Nie możemy udostępniać w internetowych repozytoriach czy bibliotekach cyfrowych żadnych utworów, które są pod działaniem prawa autorskiego. Domena publiczna jest gwarantem, która umożliwia nam udostępnianie dóbr kultury. Jeżeli możemy udostępniać Mickiewicza, Słowackiego, Kochanowskiego, to możemy robić to tylko dlatego, że istnieje domena publiczna. Prawa autorskie to jest monopol ograniczony w czasie. Ten czas został niezmiernie wydłużony, został wydłużony ponad miarę, jest to 70 lat po śmierci autora. Osobiście uważam, że jest to za długo, ale ten monopol po pewnym czasie dobiega końca. Ten moment, w którym utwory przechodzą do wspólnego zasobu dóbr kultury, z którego każdy może korzystać bez przeszkód, to jest dla nas wielkie święto. To jest święto także z tego powodu, że kultura jest systemem, w którym wszyscy stoimy na barkach gigantów. Powszechny dostęp do arcydzieł, które zostały stworzone przed nami, jest absolutnie istotny dla rozwoju kultury. Gdyby domena publiczna nie istniała, rozwój kultury byłby niemożliwy.

System prawa autorskiego powstawał w czasach, kiedy kopiowanie było zjawiskiem niezwykle rzadkim, to znaczy kiedy produkcja kopii była kosztowna i kontrola nad dystrybucją tych kopii było jedynym możliwym źródłem przychodu dla twórcy. Teraz czasy się zmieniły, dlatego że w dobie internetu kopiowanie jest zjawiskiem powszechnym, w zasadzie incydentalnym, dzieje się niechcący, przy okazji. Obecny system prawa autorskiego tej zmiany technologicznej nie bierze pod uwagę. Po pierwsze zakłada, że ciągle można mieć kontrolę nad tworzeniem i dystrybucją kopii, co jest mrzonką, po drugie, że każda kolejna kopia to jest właśnie to, od czego należy ściągać z rynku zyski, co jest absurdalne. To jest anachroniczne podejście, i tego nie da się zrobić. Ten system prawa autorskiego będzie się musiał zmienić i twórcy będą wynagradzani na zasadzie zupełnie innych mechanizmów, bo system kontroli nad dystrybucją kopii jest w czasach komputerów, które są narzędziami do kopiowania, i Internetu, który jest narzędziem do w zasadzie bezkosztowej dystrybucjii tych kopii, niemożliwe. Okres monopolu prawa autorskiego ustalony na 70 lat po śmierci twórcy jest w tej sytuacji absurdalnie długi i kompletnie nie odpowiada przede wszystkim potrzebom społecznym, potrzebom kultury.

To nie moja wina, tak jest ustawione prawo autorskie. Nie ja to wymyśliłem. Dzień Domeny Publicznej niejako jest powołany do życia mocą ustawy. Poza wszystkim nie wydaje mi się, żeby było w tym cokolwiek niestosownego. W końcu świętujemy moment, w którym utwory stają się dobrem publicznym i mogą w pełni brać udział w obiegu kultury. To jest niezwykle radosne zarówno dla nas jak i dla autorów, których wspominamy przy tej okazji. Nie sądzę, żeby Bruno Jasiński, Władysław Grabski, czy siostra Faustyna Kowalska, ci wszyscy autorzy, których utwory przeszły do domeny publicznej, mieli cokolwiek przeciw temu, że niesłychanie ciepło i z niesłychaną wdzięcznością wspominamy przy tej okazji ich wkład w kulturę.

„Nie ma takiej zasady, która mówi, że mniejszy dostęp do kultury jest lepszy. Zawsze większy dostęp i większe możliwości wykorzystywania są lepsze.”

Domena publiczna jest fundamentem kultury. W czasach społeczeństwa informacyjnego możliwość legalnego rozpowszechniania i wykorzystywania utworów jest absolutnie kluczowa. Dostęp i możliwość wykorzystania informacji są kluczem do budowania kompetencji kulturowych, do budowania innowacyjności, do budowania kolejnych warstw kultury. Nie ma takiej zasady, która mówi, że mniejszy dostęp do kultury jest lepszy. Zawsze większy dostęp i większe możliwości wykorzystywania są lepsze. Są lepsze dla twórców, którzy chcą te utwory wykorzystywać - dla wszystkich scenarzystów, którzy na ich podstawie chcieliby pisać scenariusze filmowe, dla artystów grafików, którzy tworzą kolaże, dla twórców filmów dokumentalnych, którzy chcieliby wykorzystywać materiały archiwalne, dla historyków, dla nauczycieli, którzy chcą tworzyć podręczniki. Możliwość wykorzystania tych utworów jest absolutnie kluczowa, nie da się tego wszystkiego robić w systemie monopolu prawnoautorskiego, który rozciągałby się w nieskończoność. Czy wystarczyłaby dystrybucja książek przez biblioteki? Oczywiście do tej pory wystarczała, ale kultura się digitalizuje, i digitalizują się również biblioteki. Obecna regulacja prawna, która uniemożliwia udostępnianie bibliotekom tekstów i innych materiałów w formatach cyfrowych, udostępnienia w miejscu i czasie przez siebie wybranych, czyli każdemu, w dowolnym miejscu na świecie, o każdej porze dnia i nocy, to jest de facto negowanie roli, jaką biblioteki pełnią w budowaniu kultury od bagatela 5000 lat. Digitalizacja kultury może paradoksalnie oznaczać koniec instytucji życia społecznego, jakim jest biblioteka w formie, jaką znamy, właśnie z powodu prawa autorskiego i tej regulacji, która uniemożliwia udostępnianie dzieł w bibliotekach cyfrowych. Z mojego punktu widzenia jest tak, że byłoby niesłychanie niebezpieczne, gdybyśmy tak lekko pozwolili na zmianę roli biblioteki, misji biblioteki tylko na archiwizację i wyrugowali udostępnianie. To jest coś czego należy się niezmiernie obawiać.

Bibliotekarze zrzeszeni w Federacji Bibliotek Cyfrowych bardzo intensywnie pracują teraz i koordynują działania związane z digitalizacją i udostępnianiem tych utworów. Trwają wysiłki bibliotek, które nie są zrzeszone w tej Federacji. Są także inne repozytoria. To kiedy będą udostępnione, to wszystko zależy od tego kto, kiedy i jak się tym przejmie. Kiedy środowisko pracujące np. nad Wikiźródłami te rzeczy wrzuci. Myślę, że niedługo. Dzień Domeny Publicznej jest obchodzony także po to, żeby zebrać i dostarczyć informacje, co przechodzi do domeny publicznej, dla wszystkich tych, którzy chcieli by te utwory udostępniać

W niektórych krajach może to zrobić autor, jeżeli wyrazi taką wolę, w Polsce rzeczywiście wydaje się, że system prawny to uniemożliwia.

Stosowanie wolnych licencji oczywiście, takich jak licencja Creative Commons Uznanie Autorstwa , albo copyleftowa licencja Creative Commons Uznanie Autorstwa – Na tych samych warunkach. To są licencje, które zalecamy w KOED jako licencje dla autorów czy instytucji, którzy chcą w pełni otwartego udostępniania i wykorzystywania ich dzieł.

To jest niesamowicie specyficzna sytuacja, w której pełna publikacja drukiem „Dzienniczka” miała miejsce 40 lat po śmierci autora, w roku 1981, podczas gdy autorka zmarła w roku 1938. Naszym zdaniem pomimo to dzieła siostry Faustyny przeszły do domeny publicznej. Pamiętajmy, że nowenny i litanie były publikowane jeszcze przed wojną, fragmenty „Dzienniczka” w 1956. Mówimy więc o jednej konkretnej publikacji, konkretnej edycji „Dzienniczka” siostry Faustyny, i tylko co do tej jednej publikacji są wątpliwości. Z analiz prawnych, do których dotarliśmy, wynika, że interpretacja podstawy prawnej Zgromadzenia jest błędna, że on także przeszedł do domeny publicznej. Jak zawsze w takiej sytuacji ostateczną decyzje podejmuje sąd, jeżeli ktoś postanowi poprosić sąd o ustalenie stanu prawnego. Jak sądzę do tego dojdzie - myślę, że znajdą się osoby, które swojego prawa do wykorzystywania „Dzienniczka” siostry Faustyny będą dochodzić.

Sytuacja, w której do pierwszej pełnej publikacji drukiem całości tekstu - aczkolwiek nie do rozpowszechniania, bo dzienniczek był rozpowszechniany znacznie wcześniej w maszynopisach i były publikowane jego fragmenty - więc ta sytuacja, kiedy do pierwszej publikacji drukiem całości tekstu dochodzi tak późno, po śmierci autora, jest dosyć wyjątkowa i rzadka. Zazwyczaj większość autorów publikuje materiały za swojego życia, i wtedy nie ma takich wątpliwości. Wobec obecnego stanu prawa sytuacja, w której do pierwszej publikacji dochodzi wiele lat po śmierci autora i w związku z tym 70 lat od daty pierwszej publikacji zastępuje 70 lat od śmierci autora, ma znaczenie tylko wtedy, gdy prawa autorskie z mocy ustawy należą do kogoś innego niż autor. Sytuacja taka też jest nadzwyczaj rzadka. Innymi słowy nie wydaje mi się, żeby pojawiały się wątpliwości do dzieł jakichkolwiek innych autorów z tej listy.

„Wydaje się, że idea otwartego dostępu do dóbr kultury jest ideą uniwersalną”

To jest coś, co mnie zaskoczyło. Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia niesłychanie odpowiedzialnie dysponowało spuścizną po siostrze Faustynie, udostępniało w duchu open access tekst „Dzienniczka” przez internet w całości. Jestem niezmiernie zaskoczony takim obrotem sprawy, przyznam się szczerze, że nie spodziewałem się tego. Ograniczanie rozpowszechniania, uniemożliwienie bibliotekom cyfrowym udostępniania tego materiału, uniemożliwienie wykorzystania badaczom, tłumaczom, milionom ludzi, dla których ten tekst jest niesłychanie ważny, bo nie mówimy o zwykłym tekście, mówimy o tekście świętej, jest dla mnie sytuacją zaskakująca.

Można powiedzieć, że jest to cyberliberalizm, i jest to jest równie uprawnione stwierdzenie. Przekonanie, że biblioteki powinny działać w czasach społeczeństwa informacyjnego, w czasach komputerów i sieci elektronicznych, że rola i funkcja biblioteki powinna znaleźć przedłużenie także w nowej rzeczywistości technologicznej i kulturowej, moim zdaniem nie jest stwierdzeniem, które dałoby się przypisać jakiejś opcji politycznej. W środowisku osób pracujących w Koalicji są, jak sądzę, osoby o pełnej rozpiętości poglądów politycznych, nawet o tym nie rozmawiamy. Wydaje się, że idea otwartego dostępu do dóbr kultury jest ideą uniwersalną.




Jarosław Lipszyc (ur. 1975) - polski poeta, dziennikarz i publicysta oraz działacz na rzecz wolnej kultury. Członek zespołu Krytyki Politycznej. Jest również prezesem Fundacji Nowoczesna Polska, która prowadzi serwisy edukacyjne Wolne Lektury i Wolne Podręczniki oraz wchodzi w skład Koalicji Otwartej Edukacji. Jako poeta wydał trzy tomiki poezji, ostatni z nich, "Mnemotechniki" udostępniając na wolnej licencji GNU FDL. Współtwórca nurtu neolingwistycznego oraz Manifestu Neolingwistycznego. Wokalista i lider zespołu Usta, z którym wykonuje muzycznych interpretacji swoich utworów, a który swoją twórczość udostępnia na wolnej licencji Creative Commons BY-SA 3.0 w serwisie Jamendo. Inicjator obchodów Dnia Domeny Publicznej w Polsce.

Źródła



Linki zewnętrzne


  • Fundacja Nowoczesna Polska
  • Strona główna projektu Wolne Podręczniki
  • Strona główna projektu Wolne Lektury
  • zespół Usta na Jamendo
  • [http://http://koed.org.pl/ Koalicja Otwartej Edukacji]


Autorzy, Źródło: Wikinews na licencji CC-BY 2.5
2009-01-07 00:00:00