| Trójkąt drabiniasty |
|
|
|
| Wpisał: Konstantyn | |
|
Stój! Już szklane, łzawe rosy poranka Odkryły przed tobą prawdę. Spowolniły palce Już rwące się, by zakręcić Kołem losu, a nuż Tym razem by się udało?
Ale to był wstrząs Blask słońca przez szybę Niedzielnym porankiem w pościel Haha! Czy to już spokój? Kto wie? W tej zniewieściałości Ciągłych, a tak różnych ruchów Zastanowiłeś się może Co robisz za swymi plecami?
To wygląda na wyrywanie szczebli Tej ich drabiny I choć wiesz, że różnie stali Ona pięła się w gorę, a jego nie widziałeś... Głosem zwątpienia chmur jesiennych Zacząłeś ściągać ją na dół Czy to dobre, kogo ranisz? Nie pomyślałeś, że huk jej może być wielki I niekoniecznie w twoje ramiona? |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|








