Advertisement

Zamów biuletyn

Bądź zawsze na bieżąco dzięki naszemu newsletterowi!






*** PDF Drukuj Email
Oceny: / 5
KiepskiBardzo dobry 
Wpisał: Kacper Pfeifer   

 

 

***

 

Koszmary moje i gotowość obrócenia wszystkiego w smród.

Jerzy Pilch, Miasto Utrapienia

----------

 

        - Bóg nie posiadł monopolu na tworzenie. Prawda-Bóg dostarcza nam niezbędnej materii, ale to człowiek jest rzemieślnikiem, czasem nawet artystą. Tak więc, urasta on do rangi CZŁOWIEKA; przekształca  bowiem materię wedle swych chęci i upodobań.       

        Materia mieni się barwą nieskończoności. Jest bierna                        i pozbawiona własnej inicjatywy, jak brudna dziwka z paryskiego rynsztoku-odda się każdemu. Jest na wyciągnięcie ręki, na każde zawołanie, jest zmuszona działać wedle twej woli i całkowicie oddać się twym kaprysom. Materia... bo czy można zgwałcić dziwkę? to nie grzech-w intencji eksperymentu gwałt może stanowić nawet zasługę, wkład w rozwój nauki.

        Oto moja apologia sadyzmu.

 


Mówił ojciec, patrząc na studentki spod przymkniętych powiek.

 

                               * * *

 

        - Przeklęty bachor! - zwykła mawiać moja babka,                          gdy pokazywałem jej język. - Niech cię... pokaranie boskie z tym dzieckiem!

        Codziennie o dziesiątej babka zabierała mnie na spacer do parku.

        W zasadzie to pamiętam tylko jej dłonie: ciemne i oleiste, całe pokryte brunatnymi plamami. Brzydziłem się ich. Ale było jeszcze                coś-kapelusz. Czarny, z szerokim rondem i białym pióropuszem. Ten kapelusz ją zdobił, działał na wyobraźnię. Wtedy kochałem babkę.

 

        Nie co dzień chodzi się przecież do parku z d'Artagnanem!

 

                               * * *

 

        Pośladki Nadii drżały w nikłym świetle lampy. Ojciec podniósł się z klęczek i otarł usta wierzchem dłoni.

        - Materia... w tej chwili... akt kreacji... - mruczał,                   a ona jęknęła.

 

To tylko jeden z wykładów; ćwiczenia praktyczne. - Głos Boga.

 

        A lampa syczała w ciszy, odbijając brudne myśli w pokoju pełnym  tapet.

 

                               * * *

 

        - Zbyt długo żyliśmy pod terrorem Wszechmogącego, zbyt długo Jego doskonałość paraliżowała nasze zmysły. Ludzie nie mają ambicji by Mu dorównać, nie mają ambicji wznieść się na wyższy poziom kreacji!  Chcemy być twórcami, ale tylko w niższej sferze naszych zdolności; nie dokładamy starań, by rozszerzać spektrum naszych zainteresowań. Tworzymy dzieła podrzędne, niewyrastajace ponad nasze możliwości.

        Człowiek chce być wieczny? Niech zacznie tworzyć, a stanie się CZŁOWIEKIEM.

 

                               * * *

 

        Nadia wyślizgnęła się z objęć ojca.

        - Poczekaj, jesteśmy równi, czyż nie? Dlaczego więc to ja mam być pod spodem?

       

        Wypięła się, a jej tyłek błyszczał w świetle lampy.

-----------------------------------------------------------------------------------Pozostałe stuedentki siedziały obok ze spuszczonymi głowami.

 

                               * * *

 

Park. Już z daleka widać równe rzędy ławek. Każda z nich ma                       swą historię i właściciela.

        Najbliżej fontanny stała ławka kombatantów. Staruszkowie wspierali się na wiotkich laseczkach i opowiadali ludziom historie,                jak bili Niemców i bolszewików. Ludzie uśmiechali się na ich widok, a weterani salutowali z aprobatą, unosząc woskowe dłonie do pokrytych gwiazdkami rogatek.

 

        Dalej była ławka matek, tych młodych.

        - To jest Milenka. Milenko, przywitaj się. Nooo... przywitaj się niuniu. Mówię, witaj się, witaj się gówniarzu!

 

        - A to jest Piotruś, śliczny, prawda?

        - Tak, jest podobny do mojego męża, Jureek!

 

        Na samym końcy stała ławka babek. Wyschnięte staruchy grzały się na słoneczku; nad ich głowami unosił się zapach stęchlizny, fekaliów, kefiru i kościoła.

 

Stare żyją w świecie urojeń, zresztą... zawsze żyły. Pokazują pocztówki nieżyjących mężów, nienarodzonych dzieci i bogatych córek. Smutne, nie takimi ich stworzyłem.

 

        “Tak będzie zawsze” - myślą.

Wystawiają na pokaz witraże żylaków, stopy cuchną formaliną. Nie znają szczęścia.

 

 

 

        N. idzie obok, na przeciw niego witryna spożywczaka. Dalej rybny, sex shop, burdel, w końcu kościół. Jest i tramwaj pełen księży. Czarne świnie prawią  morały:

        - Nie palić i nie pić za dużo, najlepiej w ogóle nie grzeszyć,                bo to źle, o! Nie chodzić na panienki, ksiądz może. Ale tylko czasami, nie za często... I nie jeść za dużo, przede wszystkim nie grajcie na gitarze. Każdy wie, że tam szatan siedzi. Nie wolno pisać;                          ani na maszynie, ani na komputerze... odręcznie też lepiej nie. Bo przy pisaniu się myśli, a wam przecież nie wolno. A najlepiej to siedźcie              w domach i czytajcie “Sobotę”. Wiedzcie co Żyd robi za miedzą,                    bo on też zły. I nie pedalcie się za dużo, chyba że bez prezerwatyw,              one też złe...

 

Księża – jedyni kreatorzy pośród ludzi. Obrabiają lepką materię wedle własnych upodobań.

 

                               * * *

 

Miałem kiedyś dziadka. Nazywał się Jan Baptysta Filozof.

 

        - Roberciku, ach Roberciku! kim będziesz jak dorośniesz? - podrzucał pod sufit mnie-dwulatka.

 

        Gu gu gu.

 

        - Nie nie nie... Ty musisz mieć w życiu pieniądze, nie żadne tam gu gu, nie, nie... pamiętaj, one są najważniejsze. Bóg kocha tylko tych, którzy mają pieniądze. I go nienawidzą, to drugi warunek, który musisz spełniać... musisz mieć pieniądze! Zostaniesz ubekiem, jak dziadziuś.

 

        Ach, zamilcz głupcze! Zamilcz Janie Baptysto Filozofie! Czy             ty nic nie rozumiesz? Ja zostanę papieżem, ja gardzę twoim stanowiskiem! Ja nasze motto, naszą rodzinną filozofię wyniosę                   na piedestały! Ja będę jej wierny, ja jej nie zaprzedam, ja ją wzmocnię                i rozpowszechnię! Rozumiesz, Janie Baptysto? Ludzie będą bogaci, ludzie znienawidzą Boga, a Bóg pokocha ludzi. Rozumiesz, starcze? Wyeksponuję kult nienawiści i zostanę równym Bogu, zostanę papieżem, zostanę kreatorem! Taki właśnie będę, po stokroć stary głupcze!

       

        Ale Jan Baptysta nie rozumiał gaworzenia noworodka.

 

        Ignorant!

                              

                               * * *

 

Lampy poczerniały i zwiędły jak stare osty. Wisiały teraz osowiałe                 i podzwaniały cichutko kryształkami świateł.

        I nagle eksplozja: kolorowe oklaski papuziej zieleni – czerwień plami materac. Skądś dolatuje przerywany głos:

        - Niebo to błękitna szmata rozpostarta nad światem... na środku księżyc... bękart bezsenności szczerzy pysk w bezzębnym uśmiechu. Rzyga deszczem niezadowolenia na mrowie ludzi-Bóg.     

 

To ojciec charczy zalany krwią.

        A Nadia pochyla się nad nim, w ręku trzyma ostrze; długie, zwężające się ku końcowi. Utkwiło w sercu ojca.  

 

 

        N. minął już kościół. Siwy biskup wyskoczył z tablicy ogłoszeń, wskazał na niego palcem. We want you! - krzyknął. - Wstąp do seminarium.      

 

        Ale co to? Nagle błyszczące bilboardy układają się w jeden ciąg, układają się w modlitwę. Świat upada na klęczki: Oh my Queen, Regni Poloniae... niech się stanie wola...

 

        N. spoglada przed siebie niewidzącym wzrokiem. 

        - Nie takimi was stworzyłem – mówi i odchodzi w niepamięć.

 

 

W opowiadaniu zastosowano fragmenty prozy Shulza i Pilcha.

 

KONTAKT Z AUTOREM: Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć


Dodaj jako preferowany (55) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Odsłon: 477

Bądź pierwszym który skomentuje
RSS komentarzy

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Dziś w przeszłości

6 July 2000 r. :
W jubileuszowej narodowej pielgrzymce do Rzymu wzi??o udzia? oko?o 50 tys. Polaków.

Wyszukiwarka

Sonda

Którą bitwę Polski uważasz za najważniejszą?
 

Imieniny

6 Lipca 2008
Niedziela
Imieniny obchodzą:
Agrypina, Chociebor,
Dominik, Dominika,
Goar, Gotard, Lucja,
Łucja, Niegosław
Do końca roku zostało 179 dni.

Gadu-Gadu Kontakt

Zagadaj na nr: 5401191
Lub strzelaj w: 8356850
Przemek
Dorota


Statystyki:



Google PageRank™

Strony partnerskie:









Poczet.com



Akcje charytatywne:


Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl